sobota, 8 grudnia 2012

One

Jak co rano parzyłam wodę na kawę w starym czajniku. Wspominałam stare dobre czasy z moją paczką. Na szafce nocnej stała drewniana ramka, a w niej widniały siedem roześmianych twarzy. Jedna z nich należała do mnie, a druga do mojej przyjaciółki. Kiedy woda w końcu się zaparzyła nalałam ją do dwóch kubków. Była środa co oznaczało odwiedziny mojej chrześniaczki. Musiałam przebywać w tym ciasnym pokoiku z łazienką i małą kuchenką. Nie rozumiem dlaczego wszyscy chcieli się mnie pozbyć i oddali mnie do Domu Spokojnej Starości. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, popatrzyłam na zegar, który wisiał na ścianie. "Już dziesiąta, pora na odwiedziny" pomyślałam. Powoli podeszłam do drzwi i otworzyłam. W nich stała piękna, wysoka, blond włosa dziewczyna.
-Hej Ciociu. - powiedziała do mnie
-Cześć Grace. - pocałowała mnie w policzek na przywitanie
-Co tam słychać? - weszła do pokoju i wzięła kubek pełen gorącej kawy. Byłyśmy ze sobą bardzo blisko poza mną nie miała nikogo.
-To co zwykle. Kręgosłup dokuczał mi całą noc, ledwo chodzę. A u ciebie?
-Nie bądź zła, ale była w starym domu rodziców. -powiedziała lekko zdenerwowana
-Grace, mówiłam ci tyle razy żebyś tam nie wracała.
-Tak wiem, wiem. Ale znalazłam tam dużo pamiątkowych zdjęć. I chciałabym żebyś opowiedziała mi troszkę o nich.
-Stare dzieje.
-No ciociu - nalegała -jesteś jedyną osobą która może mi to wytłumaczyć. Chciałabym poznać troszkę bardziej moją mamę. Proszę... - klęknął przede mną
-Dobra, dobra. Wstawaj już. Pokaż co ty tam masz ciekawego.
-Na przykład to. - i podała mi fotografię.
Na niej stałam roześmiana ja i moja przyjaciółka, zbyło to zdjęcie przed jakimś budynkiem.
-Pamiętam to. To było nasze pierwsze zdjęcie po opuszczeniu Ośrodka Odwykowego.
-BYŁYŚCIE NA ODWYKU? - zapytała wstając gwałtownie.
-Tak, ciszej.
-Jak to?
-Siadaj, zaraz wszystko ci opowiem. Wszystko zaczęło się od...

 
1949

Ronnie  
-Szybciej Ronnie bo nas złapią -poganiała mnie przyjaciółka.
Obejrzałam się za plecy, gonili nas dwaj policjańci. W jednej ręce miałam  paczę papierosów, a w drugiej butelkę Jack'a Daniels'a. Przede mną biegłą Olivia, moja najlepsza przyjaciółką i dziewczyna z którą zawsze wpakuje się w kłopoty. Nasze pomysły bywają odjechane, ale zazwyczaj kończą się klęską. Ten chyba zalicza się do jednego z najgłupszych. Nie miałyśmy hajsu, byłyśmy kompletnie spłukane, wiec postanowiłyśmy coś ukraść. Na nasze nieszczęście zjawiła się policja. 
-No dawaj Ronnie. - ciągle byłam poganiana przez Liv.
Skręciłyśmy w jakąś wąską uliczkę i wbiegłyśmy przez otwarte drzwi do jakiejś kamiennicy. Pobiegłyśmy na samą górę budynku, aż na dach.
-WOHOO!! - krzyknęła Olivia - Udało się Ronnie! JEST !
-Boże Liv, ty jesteś straszna, nigdy więcej tego nie zaproponuje! To było do żartu.
-Ale fajnie było. Tylko nie mogę oddychać. - powiedziała dysząc głośno. - Rzucam palenie.
-Taaaa jasne. Dawaj fajkę.
-Co wzięłaś? -zapytała
-Jack'a a ty?
-Chyba jakieś wino. 
-To co zaczynamy? - powiedziałam i wyciągnęłam woreczek z białą zawartością
-Dawaj.
Po paru godzinach ćpania i picia, czas było wracać do domu. Podniosłyśmy siebie nawzajem  i chwiejnym krokiem poszłyśmy w stronę mojego domu. Kiedy wreszcie dotarłyśmy dotarłyśmy, po cichu otworzyłam kluczem dom i weszłyśmy. Światła się paliły.
-Co jest? -  popatrzyłam na Liv, która też wydawała się zdziwiona.
Było około trzeciej w nocy, jak to możliwe że moi rodzice jeszcze nie spali. Udałyśmy się w kierunku salonu, zastałyśmy tam moich rodziców oraz rodziców Olivii którzy rozmawiali z policją. Kiedy stanęłyśmy w drzwiach,  wszystkie oczy były skierowane w nasz stronę.
-Mamo, tato co wy tu robicie? - zapytała Liv swoich rodziców.
-O co tu chodzi? - spytałam
-Dziewczyny, mamy tego dość. - powiedziała moja mama 
-Ale czego? - nadal nie jarzyłyśmy o co chodzi.  
-Te ciągłe ćpanie, picie i późne wracanie
-Czepiacie się. Dajcie na luz.
-Olivia! - wydarła się mama Liv - Koniec z tym.
-Postanowiliśmy wszyscy że pójdziecie do Ośrodka Odwykowego.
-CO!? - krzyknęłyśmy równocześnie.
-Decyzja jest już podjęta, pójdziecie z tym panem.
-Nigdzie nie idę! - wydarła się Liv, a ja stałam jak słup
-Wasze rzeczy są już spakowane i stoją w przedpokoju. - powiedziała moja mama.
-Kochamy was i chcemy dla was jak najlepiej. - powiedział ojciec
-Gdybyście nas kochali to nie puścilibyście nas tam! - darłam się
-Kochanie uspokój się. - uspakajała mnie moja mama
-JESTEM SPOKOJNA! - łzy spływały mi po policzkach
-Dobrze zabierzcie je.
-Mamo? - powiedziała Liv , a łzy także spływały jej po policzkach- Dlaczego?  
-Kocham cię. Ale to wyłącznie do waszego dobra.
Dwa policjanci wstali z kanapy i podeszli do nas.
-Gotowe? - zapytali - Chcecie się pożegnać?
-Nie - powiedziała Liv
-Nienawidzę was! - krzykłam
Udaliśmy się w stronę wyjścia.
-Czekajcie! - z góry usłyszeliśmy wołanie, na schodach pojawił się George, mój młodszy brat. - Nie pożegnacie się?
-George! - podeszłyśmy do niego i się przytuliłyśmy.
-Będę dzwonić, odwiedzać was jak będzie można. Nie zapomne o was.
-Jak już wyjdziemy z tego Ośrodka to wszyscy zamieszkamy razem.Zobaczysz, wyrwiemy się z tej nory.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też. 
 Jeszcze raz się przytuliłyśmy do Georga i poszłyśmy .Z przedpokoju zabrałyśmy walizki i otworzyłyśmy drzwi. Dopiero teraz zauważyłyśmy radiowóz  który stał przed domem. Wsiadłyśmy do niego i ruszyłyśmy w stronę Ośrodka.
-Obiecajmy sobie że nie pozwolą nas rozdzielić.
-Nigdy. Zawsze razem.
Oparłyśmy się o swoje ramiona i zasnęłyśmy.  

___________________________
Oto pierwszy rozdział.  Zapraszamy także do czytania naszych innych opowiadań.
http://storywith1direction.blogspot.com/  
i
http://onedirectionbigstory.blogspot.com/ 
M .xx 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz