sobota, 15 grudnia 2012

Two

Liv:
Obudziłam się w ciasnym pokoju, obok mnie leżała Ronnie. Nic nie pamiętałam z poprzedniej nocy. Sięgnęłam na szawkę nocną po mój telefon, ale go tam nie było. Szturchnęłam Ronnie żeby się obudziła
-Co chcesz? 
-Ronnie gdzie jesteśmy? - zapytałam 
-Przed chwilą  był tu jakiś facet. Powiedził że o jedenastej mamy zejść na salę.
-Czemu mnie nie obudziłaś -powiedziałam zdenerwowana
-Budziłam ! Ale ty tylko powiedziałaś 'Odwal się' i przewciłaś się na drugi bok!
-Sorry.
-Spoko, która godzina?
-Chciałam sprawdzić na moim telefonie ale nie wiem gdzie on jest.
-Zabrali nam go. Nie pamiętasz? - powiedziała
-Mało pamiętam z wczorajszej nocy, tylko to że rodzice posłali nas tutaj.
-Bo było dwa dni temu!
-Co ty gadasz? - popatrzyłam na nią ze zdziwieniem
-To że trafiłyśmy tu dwa dni temu.
-Czemu ja nic nie pamiętam? 
-Dlatego że przez jeden dzień leżałyśmy pod kroplówka.
-Czemu ty wszystko pamiętasz? 
-Spytałam tego faceta co tu był rano. Jeszcze jakieś pytanie?
-Nie dobra, już nic.
Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. 
-WOW! -zawołałam
-Co? - Ronnie poderwała się z łóżka i podeszła do mnie - O mój Boże.
Z naszego okna w oddali było widać Big Ben'a . 
-Świetny widok
-Ronnie.
-Co?
-Patrz na godzinę
Na zegarze widniała godzina jedenasta dwadzieścia.
-Jesteśmy spóźnione.
-Szybko ubieraj się
Rzuciłyśmy się w stronę naszych walizek. Wyciągnęłyśmy jakieś rurki i t-shirt'y, kiedy wkońcu się ubrałyśmy,  wyszłyśmy na korytarz
-Patrz tam jest kibel.
-Pośpiesz się !
Pobiegłyśmy w stronę ubikacjiumyłyśmy zęby i zrobiłyśmy sobie szybki makijaż.  Ponownie wybieyśmy na korytarz, a kosmetyczki spakowałyśmy do torebek. 
-To gdzie jest ta sala?
-Mówił że gdzieś na dole.
-To ty nie wiesz? - popatrzyłam na nią ze zdziwieniem
-Nie czepiaj się było rano, nie kontaktowałam jeszcze dobrze.
-Która godzina?
-Tam jest zegar.
-Jedenasta czterdzieści.
-Woww! Tak szybko się przygotowałyśmy.
-No nie, jak nigdy. Boże nie mamy czasu, schodami. 
Pobiegłyśmy schodami na sam dół, brakowało nam tchu. Zobaczyłyśmy wielką tabliczkę z napisem SALA podbiegłyśmy do niej.
-Ok popraw włosy.
-Ty też.
-Gotowa?
-Wchodzimy.
Otworzyłyśmy wielkie drzwi i weszłyśmy. Sala była wielką i wydawała się bardzo przyjemna. Był tam mały kącik gdzie było można pooglądać telewizję. W następnym było kółko gier, a przy drzwiach jedzenie. Na środku była grupka, która siedziała w kółku.
-O nasze zguby. - powiedziała brunetka która stała - Chodźcie, macie zajęte miejsce.
-Nie mamy na to zbytnio ochoty- powiedziała Ronnie
-Ta idziemy coś zjeść.
-Nie możecie. Nie dostałyście harmonogramu? Teraz macie zajęcia ze mną. Jestem Eleanor, tak a propos.
-Liv, a to Ronnie. Jesteśmy tu nowe i nie, nie dostałyśmy  harmonogramu, co oznacza że nie musimy nic robić.
-Proszę was, usiądźcie. Zobaczycie będzie fajnie.
-Boże Ronnie co robimy? - powiedziałam szepcząc
-Nie wiem Liv  i tak nie mamy co robić. - odpowiedziała
Podeszłyśmy do wolnych krzeseł czekających na nas.

Ronnie:
-Dobrze dziewczyny, może opowiecie nam coś o sobie.- powiedziała Eleanor
-Po co? - zapytała Liv
-Kiedy pojawia się ktoś nowy, zawsze opowiada coś o sobie.
-Ok. To ja pierwsza. - powiedziałam od niechcenia.
-Dobrze.
-Jestem Weronica. Mieszkam w miasteczku obok Londynu  które nazywa sie Cheshan. Lubie pić, palić, imprezować. Próbowałam popełnić samobójstwo dwa razy, mam ok dziesięć tatuaży większość zrobiona po pijaku. Prawie podpaliłyśmy szkołę razem z Liv. Wyrzucona ze szkoły raz i to chyba wszytko. Liv?
-W prawdzie różnimy się chyba tylko imieniem. Olivia z Cheshan. Lubie pić, palić, imprezować. Tatuaży pięć, niedoszłe samobójstwo dwa razy. Wyrzucona ze szkoły również raz. Hmm? Co jeszcze Ronnie? Zapomniałaś powiedzieć że twojemu ex, ogoliłyśmy włosy i wytatuowałyśmy na czole 'Fucker'
-No tak. Brian. Coś jeszcze...
-Dobrze skończcie! Wiemy że nie warto z wami zadzierać. Ale tutaj jesteście po to żeby porzucić dawne życie i zacząć je od nowa. Bez jakichkolwiek używek. Nawiązać nowe przyjaźnie....
-Niepotrzebne nam są nowe przyjaźnie. Mamy już przyjaciół! - przerwałam Eleanor
-Ci przyjaciele sprowadzają was na złą drogę!
-Nie znasz ich! Nie wiesz jacy są! - wydarła się Liv
-Tak! To skąd brałyście narkotyki? Skąd fajki czy alkohol. Ci przyjaciele was do tego wciągneli.
-To bez znaczenia! - krzyknęłam - Wiesz co ci powiem. Mimo to, że to właśnie przez nich zaczęłyśmy ćpać i palić. To tylko przy nich czułyśmy się bezpiecznie. To oni byli naszą rodziną. Kiedy wracałyśmy do pustych domów, bez jakiejkolwiek miłości. Czułyśmy się jak  przedmiot. Nie pamiętam kiedy moja mama ostatnio się do mnie przytuliła. Próbowałam zwrócić na siebie uwagę, ale dla niej i tak ważniejsza była praca. Więc nie mów mi jacy to są moi przyjaciele to nie wiesz! Możesz wracać do swojej szczęśliwej rodzinki, kochającej mamy i taty. Przynajmniej masz gdzie wrócić, ja nie. - do oczu cisnęły mi się łzy, ale je powstrzymywałam, nie chciałam beczeć przy wszystkich.
-Chodź Ronnie - powiedziała Liv - Ważne że jesteśmy razem.
-Dziewczyny... - powiedziała Eleanor
-Dziękujemy, już dość zrobiłaś.
Poszłyśmy na nasze piętro i weszłyśmy do pokoju. Obie rzuciłyśmy się na łóżko i wtuliłyśmy się w siebie płacząc.
-Nie pozwólmy siebie zniszczyć.
-Będziemy twarde.

_______________________________________
Bum! Rozdział drugi już jest :) 
Będziemy je dodawać w każdy wtorek i piątek (postaramy się :D)
M .xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz